French flag English spanish flag

Dziennik patriotów katolickich
dla reformy monetarnej Kredytu Społecznego

Pier Giorgio Frassati młody święty, który osiągnął szczyty świętości

w dniu piątek, 01 sierpień 2025.

W obecnym Roku Jubileuszowym poświęconym nadziei, dwie inspirujące młode osoby mają zostać kanonizowane: Carlos Acutis, entuzjasta technologii, który zmarł na białaczkę w wieku 15 lat w 2006 roku i Pier Giorgio Frassati, pasjonat wspinaczki górskiej, który służył ubogim i zmarł na polio w wieku 24 lat w 1925 roku.

 Kanonizacja Carla Acutisa, pierwotnie zaplanowana na 27 kwietnia 2025 roku, podczas Jubileuszu Młodzieży w Rzymie, została przełożona z powodu śmierci papieża Franciszka. Papież Leon XIV ustalił datę kanonizacji obu błogosławionych na 7 września 2025 r. Podczas beatyfikacji  Pier Giorgia Frassatiego w 1990 r. papież św. Jan Paweł II powiedział:

„Wiara i miłość, prawdziwe siły napędowe jego życia, uczyniły go aktywnym w całym jego otoczeniu — rodzinie, szkole, uniwersytecie i społeczeństwie. Przemieniły go w radosnego apostoła Chrystusa, pasjonującego się Jego przesłaniem i Jego miłością. Zmarł młodo, jego krótkie życie było niezwykle bogate w duchowe owoce".

Cud przypisywany wstawiennictwu Pier Giorgia miał miejsce w 2017 r.: ojciec Juan Gutierrez, wówczas seminarzysta w Los Angeles, został cudownie uzdrowiony z zerwanego ścięgna Achillesa. 

Pier Giorgio uwielbiał wspinać się po górach. W swoim życiu osiągnął szczyty świętości. Podobnie jak on, celujmy coraz wyżej — celujmy w Niebo. Teraz dzielimy się z wami inspirującym życiem tego nowego świętego, opublikowanym w liście duchowym ze stycznia 1998 r. z opactwa św. Józefa z Clairval (www.clairval.com).

Dom Antoine Marie, O.S.B.

Był poniedziałek, 6 lipca 1925 r. w Turynie we Włoszech. Duży, zamyślony tłum czekał przed wejściem do kościoła Crocetta. Stłoczeni byli mieszczanie i robotnicy, damy z arystokracji i zwykłe kobiety, studenci uniwersytetu i starsi mężczyźni z Hospicjum. Nagle zapanowało zamieszanie. Potem zapadła wielka cisza. Grupa ośmiu krępych, młodych mężczyzn niosących ogromną trumnę pojawiła się na schodach kościoła. Napięcie emocjonalne można było odczytać na twarzach niosących trumnę.

Czy szczątki, które nieśli, nie były szczątkami wspaniałego przyjaciela? Jednakże w głębi ich spojrzenia błyszczał płomień dumy, jakby ich silne ramiona triumfalnie dźwigały relikwiarz świętego.

No więc, kto był w ten sposób niesiony? 13 kwietnia 1980 roku papież Jan Paweł II powiedział o nim:

„Wystarczy rzucić okiem na życie Pier-Giorgio Frassatiego, który zmarł w wieku zaledwie dwudziestu czterech lat, aby zrozumieć, jak potrafił odpowiedzieć Jezusowi Chrystusowi: Była to odpowiedź ‚nowoczesnej'młodzieży, otwartej na problemy kulturowe, na sport (był godnym alpinistą!), na kwestie społeczne, na prawdziwe wartości życia, a jednocześnie człowieka, który głęboko wierzył, napełniony ewangelicznym orędziem, o solidnym i spójnym charakterze, namiętnym w służbie braciom i płonącym śmiałą miłością, która prowadziła go, przez porządek absolutnego priorytetu, pośród biednych i chorych: Chrześcijaństwo jest radością. Pier-Giorgio był fascynującą radością, radością, która przezwyciężyła tak wiele trudności w jego życiu, ponieważ młodość jest zawsze czasem sprawdzania swoich sił". 

Jeden dla mnie, jeden dla ciebie 

Pier-Giorgio Frassati, którego nazwano by „synem uczty", urodził się w Turynie w Wielką Sobotę wieczorem, 6 kwietnia 1901 roku. Pochodzący z zamożnej rodziny piemonckiej burżuazji (przez wiele lat jego ojciec był ambasadorem w Berlinie), dziecko odziedziczyło dobre i złe cechy swoich rodaków. Energiczni, chętni, nawet uparci i niezbyt komunikatywni, są także oszczędni, choć nie zniechęcają ich obowiązki rodzinne, pozytywni i realistyczni, z nieco awanturniczym duchem.

Wrodzona prawość Pier-Giorgia uczyniła z niego wroga kłamstwa. Był on niewolniczo lojalny wobec danego przez siebie słowa. Żadna siła na ziemi, nawet wilczy głód, nie mogła zmusić go do dotknięcia talerza z jedzeniem lub przekąski, który znajdował się na wyciągnięcie ręki, gdy jego matka grzecznie zabroniła mu czegokolwiek brać. Głębokie poczucie współczucia zmuszało go do złagodzenia jakiegokolwiek cierpienia. Natychmiast stawał po stronie słabych. Pewnego razu, kiedy szedł do przedszkola ze swoim dziadkiem, w porze lunchu, Pier-Giorgio był zafascynowany długimi marmurowymi stołami, na których wydrążono miejsca na miski zupy. Nagle dostrzegł dziecko z tyłu sali, które zostało oddzielone z powodu choroby skóry. Podszedł do niego, podając „łyżkę dla mnie, łyżkę dla ciebie", a wyraz smutku i samotności na twarzy małego chłopca zniknął. 

Pewnego dnia, w domu, gdy miał zaledwie pięć lat, jego ojciec wyrzucił biednego pijaka spod drzwi wejściowych, ponieważ jego oddech śmierdział alkoholem. Pier-Giorgio poszedł szlochając do matki:

„Mamo, tam  był biedny, głodny człowiek, a tata nie dał mu nic do jedzenia". Jego matka, która sądziła, że w tej skardze słyszy echo Ewangelii, odpowiedziała: „Wybiegnij na zewnątrz, każ mu wejść, a my damy mu coś do jedzenia".

Mocna skrzynia

Jednak piękno takiego temperamentu nie jest pozbawione mrocznych aspektów. Jego silna budowa ciała i energiczna osobowość często uzewnętrzniały się w gwałtownych reakcjach, przede wszystkim gdy dochodziło do sporów  z jego siostrą Lucianą, która była od niego młodsza o 17 miesięcy. „Uparty" to określenie najczęściej przypisywane mu przez rodzinę. Gdy nie chciał mówić, zamykał usta jak mocna skrzynia, do której tylko on posiadał klucz.

Surowe wykształcenie, jakie otrzymał w domu, pomogło mu naprawić te błędy. Posiadając nieco powolną, ale energiczną inteligencję, potrafił się rozwijać i udoskonalać, aż stopniowo stał się tak giętki i szybki, że przezwyciężył wszystkie trudności w szkole średniej, a także później w Szkole Inżynierskiej w Turynie. W ten sposób nauka stała się dla niego pierwszym obowiązkiem, przed którym musiały ustąpić wszystkie inne troski. Była to trudna walka dla jego żywiołowego temperamentu.

Jaką torturą było poświęcanie godzin na studiowanie surowych tekstów, kiedy jego pasja do gór szybko zabrałaby go na malowniczą wycieczkę! Ale trudności były dla niego okazją do moralnego wzrastania. Stając w obliczu próby, daleki od poddania się, zbierał energię i podejmował się zadania z odwagą.

Ale przede wszystkim w wierze i modlitwie odnajdował swoją siłę. Od najmłodszych lat wiernie odmawiał poranne i wieczorne modlitwy, klęcząc. Szybko nauczył się Różańca. Później można go było wszędzie zobaczyć, jak odmawia dziesiątki, w pociągu, u boku chorego, podczas spaceru, w mieście i w górach. Uwielbiał rozmawiać w ten sposób z miłością ze swoją Matką w Niebie.

Bezpośrednia relacja, którą nawiązał z Bogiem, obdarzyła go wyjątkową dojrzałością. Uderzał również innych swoim wyjątkowym sposobem życia zgodnie ze swoim katolicyzmem, prostym i stanowczym. Nic ostentacyjnego, spokojne bezpieczeństwo, duma bez ostentacji, rodzaj nieustępliwości. W liście do bliskiego przyjaciela pisał: 

„Jakże nieszczęśliwi są ci, którzy żyją bez wiary! Życie bez wiary, bez tego dziedzictwa do obrony, bez tej prawdy do podtrzymywania walką w każdej chwili, nie jest już życiem, lecz marnowaniem życia! Nam nie wolno ‚tylko radzić sobie'; żyć jest naszym obowiązkiem! Koniec zatem z wszelką melancholią! W górę nasze serca i idźmy naprzód, zawsze, dla triumfu Chrystusa na świecie!".

Studentom katolickim, którzy mieli problemy, ponieważ uważali się za istoty niższe i skazane na życie na marginesie nowoczesnego społeczeństwa, pokazał, mniej argumentami niż swoim życiem, że nie ma w tym niczego z prawdy; kroczył pewnym krokiem, pewny swojej drogi. W egoistycznym i gorzkim świecie, przepełniał się radością i hojnością. Rzeczywiście, prawdziwe szczęście życia ziemskiego polega na odnalezieniu świętości, do której wszyscy jesteśmy powołani. To właśnie tu znajdujemy odpowiedź na nieustanne wołanie świata: „Korzystaj z życia, póki jesteś młody!".

Poprawny żart

Cnota czystości oświetlała uwodzicielskie cechy fizyczne Pier-Giorgia w cudownym świecie. Wiadomo było, że nie żartuje z miłości. Więc kiedy jego przyjaciele chcieli zrobić żart kilku studentkom, przyszli zapytać go, czy żart ten jest moralnie poprawny. Często sama jego obecność wystarczała, by zapobiec nieprzyzwoitym lub niewłaściwym zachowaniom. Czasami jego przyjaciele dokuczali mu z powodu jego surowości w kwestii pewnych nieprawidłowości w sztuce współczesnej. Uśmiechał się, ale nie zmieniał swojego zachowania ani trochę. Miał stałą kartę wstępu do wszystkich muzeów i teatrów w mieście. W muzeach oglądał tylko przyzwoite dzieła, które były w dobrym guście; jeśli chodzi o teatr i kino, chodził na przedstawienie dopiero po odkryciu jego walorów moralnych.

Nie był nieświadomy realiów życia i odpowiednie nastroje natury głęboko go wzruszały. Aby zachować czystość, potrzebował wielu godzin zaciętej i żmudnej walki, o której nikt nie wiedział, poza kilkoma bliskimi przyjaciółmi. Oto, co napisał jeden z nich: „Te walki, które odcisnęły piętno na fizycznym charakterze naszego przyjaciela, trwały dość długo i wymagały od niego energii wyjątkowej jakości.

Skrupulatnie kontrolował swoje czyny, aby zwiększyć surowość wobec siebie i uniknąć okazji, które mogłyby zachwiać jego postanowieniami. Słowa świętego Pawła pasowały do niego całkiem dobrze:

W dobrych zawodach wystąpiłem. Ci z nas, którzy otrzymali łaskę, by żyć blisko niego, w tak krótkim życiu, a jednak tak pełnym światła, wiemy z pewnością, że cnota, świętość i spotkanie z Bogiem są owocami trudnej i nieustannej walki".

Podczas jego pobytu na uniwersytecie, jego uwagę przyciągnęła dziewczyna, która została boleśnie wystawiona na próbę przez niedawne trudności. Jej szczerość, jej wykwintna dobroć, jej żywa wiara, oświecona i aktywna, zrobiły na nim wrażenie. Stopniowo narastało w nim uczucie, które rzeczywiście mogło doprowadzić do małżeństwa. W miarę jak rosło w nim to uczucie, ogarniała go niepewność: czy jego rodzice kiedykolwiek zaakceptują ten związek? Wydawało mu się, że zwrócenie się do rodziny skończy się tylko porażką i się nie mylił. Tak więc, rezygnując z przedsięwzięcia, a przede wszystkim z bardzo głębokiego naturalnego uczucia, Pier-Giorgio dał pierwszeństwo miłości rodziców. Chciał uniknąć wprowadzenia nowego źródła napięcia w domu, który był już poważnie zagrożony przez brak zrozumienia. Heroiczna cnota, owoc miłości, która „oddałaby życie" za tych, których kochał. Powiedział do swojej siostry: „Poświęcę się, nawet jeśli będzie to ofiara całego mojego życia na ziemi".

„W tym barze"

Odrzucenie siebie, okazane przez Pier-Giorgio, przejawiało się także w jego zaangażowaniu społecznym.

Jak powiedział papież Jan Paweł II podczas jego beatyfikacji 20 maja 1990 r.: dla niego „Wiara i wydarzenia codziennego życia zespalają się w nim w harmonijną całość, tak że przylgnięcie do Ewangelii wyraża się w praktyce przez pełne miłości poświęcenie się ubogim i potrzebującym. Realizował swoje powołanie świeckiego chrześcijanina poprzez różnorodne formy społecznego i politycznego zaangażowania w burzliwe życie ówczesnego społeczeństwa, obojętnego, a często wrogiego wobec Kościoła".

Mając 17 lat zapisał się na Konferencje św. Wincentego a Paulo i to właśnie tu nauczył się przede wszystkim nadprzyrodzonego współczucia. Uwielbiał odwiedzać ubogich, aby ulżyć ich niedoli, dając im pieniądze i ubrania, które przechowywał dla nich w swoim domu. Będąc zaradnym, wiedział, jak oszczędzać; zbierał i sprzedawał znaczki i bilety tramwajowe, chodził od drzwi do drzwi, prosząc o datki na pomoc biednym.

Pewnego dnia przyjaciel wpadł na niego na ulicach Turynu i zaprosił go na posiłek. „Gdybyśmy poszli i wzięli go z tego baru", powiedział Pier-Giorgio sprytnie, wskazując na kościół św. Dominika. Jak ktoś mógłby się oprzeć temu uśmiechowi? Po chwili refleksji w kościele, gdy wychodzili, młody Frassati, widząc skrzynkę na biedne rzeczy, szepnął cichym głosem: „A posiłek, czy tu go dostaniemy?".  Przyjaciel zrozumiał i wrzucił monetę, uśmiechając się. „I ja to pokryję", dodał Pier-Giorgio, wrzucając swój datek.

Tylko Bóg wie, ile poświęceń nałożył na siebie młody student. Nawet w letnim upale zostawał w Turynie, aby nadal pomagać biednym, kiedy mógł pracować w chłodzie wiejskiej okolicy. Rzeczywiście, o tej porze roku wszyscy opuszczali miasto i nikt nie miał ochoty zostać, by odwiedzać nieszczęśników.

Największe przykazanie społeczne

Ponadto, jego apostolska gorliwość pchała go do dążenia do „wlania ducha chrześcijańskiego w mentalność i zachowanie, prawa i struktury społeczności" (Sobór Watykański II, Apostolicam actuositatem, 13). W bardzo napiętej sytuacji politycznej i społecznej, Pier-Giorgio poczuł potrzebę, by wyjść naprzeciw zamiarom ludzi i uczestniczył w kilku grupach społecznych i politycznych, w których nie bał się pokazać, że jest przekonanym katolikiem.

Uważał, że konieczna jest praca na rzecz niezbędnych reform w imieniu pracowników, aby zniknęła nędza i aby zaoferować wszystkim akceptowalny poziom życia. Zrozumiał, że „pierwszeństwo przyznane nawróceniu serca w żaden sposób nie eliminuje, lecz, przeciwnie, nakłada obowiązek uzdrawiania instytucji i warunków życia – jeśli skłaniają do grzechu – w taki sposób, by były zgodne z normami sprawiedliwości i sprzyjały dobru, a nie stawały mu na przeszkodzie" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1888).

Było to trudne zadanie i Pier-Giorgio to rozumiał. Napisał: „Wszędzie na świecie są źli ludzie, którzy są chrześcijanami tylko z nazwy, a nie z ducha. Dlatego uważam, że trzeba będzie długo czekać, zanim poznamy prawdziwy pokój. Niemniej, nasza wiara uczy nas, że nie możemy tracić nadziei, iż pewnego dnia zobaczymy ten pokój. Współczesne społeczeństwo pogrąża się w bólu ludzkiej namiętności, daleko od jakiegokolwiek ideału miłości i pokoju".

Dla niego nie było rozwiązania kwestii społecznych poza Ewangelią. To naprawdę zależy od łaski, aby „dostrzegać wąską nieraz ścieżkę między małodusznością, która ulega złu, a przemocą, która chce je zwalczać, a w rzeczywistości je pomnaża. Jest to droga miłości – miłości Boga i bliźniego. Miłość stanowi największe przykazanie społeczne. Szanuje drugiego i jego prawa. Wymaga praktykowania sprawiedliwości, do czego tylko ona nas uzdalnia. Jest natchnieniem dla życia będącego darem z siebie: ‚Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je'" (Łk 17, 33 – KKK, 1889).

„To nie jest powieść"

Pewnego dnia zaskoczył przyjaciela, gdy ten miał zacząć czytać książkę zawierającą wątpliwą doktrynę.

Powiedział: „Ta książka nie jest dla ciebie odpowiednia; zrób mi tę łaskę i nie czytaj jej dalej. Nawet dziś przyniosę ci lepszą". W rzeczywistości, tego popołudnia, ofiarował mu Życie Jezusa Chrystusa: „To nie jest dokładnie powieść", powiedział, „ale idee w niej zawarte są wspaniałe: na pewno wyjdzie ci to na dobre".

W ten sposób wcielił w życie zalecenie papieża św. Piusa X: „Doktryna katolicka uczy nas, że pierwszym obowiązkiem miłosierdzia nie jest teoretyczna i praktyczna obojętność na błąd lub występek, gdy widzimy, jak nasi bracia w nie wpadają, ale gorliwość w ich intelektualnym i moralnym rozwoju nie mniej niż w ich materialnym dobrobycie" (List o błędach Sillonu, 25 sierpnia 1910).

Chociaż był pełen życia, Pier-Giorgio nie tracił z oczu wieczności. Pisał: „Życie chrześcijańskie to nieustanne wyrzeczenie, nieustanna ofiara, która jednak nie ciąży, gdy myślimy, że te kilka lat spędzonych w cierpieniu mało znaczą w obliczu wieczności, gdzie radość będzie bezgraniczna i bez końca i gdzie będziemy cieszyć się pokojem, którego nie sposób sobie wyobrazić. Konieczne jest silne przywiązanie do wiary. Bez niej, co jest warte całe nasze życie? Nic. Będziemy żyć bezużytecznie".

Lubił często myśleć o śmierci, której oczekiwał jako spotkania z Jezusem Chrystusem. Kiedy musiał iść w góry, upewniał się, że jest gotowy na wszystko. Często mówił: „Zawsze trzeba mieć spokojne sumienie, zanim wyruszymy, bo nigdy nie wiadomo". Śmierć przyjaciela podsunęła mu te słowa: „Jak się przygotowuje do wielkiej podróży? I kiedy? Ponieważ nikt nie zna godziny, o której przyjdzie po niego śmierć, jest całkiem rozsądne przygotowywać się każdego ranka na śmierć tego dnia".

Po śmierci innego przyjaciela napisał: „Właściwie osiągnął on prawdziwy cel życia: nie powinniśmy opłakiwać jego straty, ale powinniśmy mu zazdrościć". Często zadziwiał swoich bliskich przyjaciół tą refleksją: „Wierzę, że dzień mojej śmierci będzie najpiękniejszym dniem mojego życia".

W cztery dni

We wtorek 30 czerwca 1925 roku wybrał się na łódkę po rzece Pad z dwoma przyjaciółmi. To była przyjemna wycieczka, ale po pewnym czasie Pier-Giorgio skarżył się na ostry ból mięśni pleców.

Po powrocie do domu miał silny ból głowy. Następnego dnia dopadła go gorączka. Nikt nie zwracał na niego uwagi, ponieważ tego samego dnia jego babcia ze strony matki odeszła do Boga. Następnego dnia zbadał go lekarz. Nagle stał się bardzo poważny. Poprosił Pier-Giorgia, który leżał na plecach, żeby wstał. „Nie mogę!" odpowiedział. Jego odruchy nie działały, nie czuł ukłuć w nogach.

Trzech wybitnych lekarzy zostało sprowadzonych przez rodzinę, aby zbadać pacjenta i wszyscy potwierdzili śmiertelną diagnozę: ostre zakaźne polio. Wyczerpany zmęczeniem Pier-Giorgio poprosił o zastrzyk morfiny, aby mógł spać. Ale lekarz pomyślał, że byłoby to nieostrożne. Jego matka powiedziała mu: „Ofiaruj Bogu swoje cierpienie za swoje grzechy, jeśli jakieś masz, a jeśli nie, to za grzechy twojej matki i twojego ojca". On przytaknął, kiwając głową.

4 lipca, około trzeciej nad ranem, nastąpił bardzo poważny kryzys. Przyszedł ksiądz, aby udzielić mu ostatniego namaszczenia. Paraliż stopniowo dotarł do narządów oddechowych. O czwartej po południu nastały ostatnie chwile. Wokół łóżka trwała nieustanna modlitwa. Ksiądz odmawiał modlitwy za umierających. Pani Frassati trzymała syna w ramionach, pomagając mu umrzeć w imiona Jezusa, Marii i Józefa słowami: „Obym mógł wyzionąć ducha w pokoju z tobą" wyzionął ducha. Było około siódmej wieczorem. Nieziemska atmosfera panowała w sypialni, w której właśnie nadeszła śmierć. Wszyscy, na kolanach, przytłoczeni smutkiem, patrzyli w oczy zmarłego młodzieńca, jakby podążali za jego czystą duszą na spotkanie z Bogiem. Dla niego rozpoczęło się prawdziwe życie!

Wewnętrzna siła

Jezus obiecał: Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym (J 6, 55). Codzienna msza i Komunia Święta dały Pier-Giorgio niezbędne środki, aby stawić czoła wszystkim trudnościom życia. Napisał do dzieci: „Jedzcie ten Chleb Aniołów, a znajdziecie w nim siłę do wewnętrznych zmagań, walki z namiętnościami i próbami, ponieważ Jezus Chrystus obiecał życie wieczne i łaskę konieczną do jego otrzymania tym, którzy przyjmują Najświętszą Eucharystię. Kiedy zostaniecie całkowicie pochłonięci przez ten eucharystyczny ogień, wtedy będziecie mogli z czystym sumieniem podziękować Bogu, że powołał was do udziału w Jego walce i zaznacie pokoju, którego szczęśliwcy tej ziemi nigdy nie zaznali. Ponieważ prawdziwe szczęście, moi młodzi przyjaciele, nie znajduje się w przyjemnościach tego świata, ani w rzeczach ziemskich, ale w pokoju sumienia: jest on dany tylko tym, którzy mają czyste serce i umysł".

O taką łaskę prosimy w waszym imieniu Najświętszą Maryję Pannę, świętego Józefa i błogosławionego Pier-Giorgio Frassatiego. 

Dom Antoine Marie, O.S.B. 

Przedruk za zgodą opactwa Clairval, Francja, które co miesiąc wydaje biuletyn duchowy na temat życia świętego. Ich adres pocztowy to Dom Antoine Marie, Abbe, Abbaye Saint-Joseph de Clairval 21150 Flavigny sur Ozerain, Francja. Strona internetowa to http:// www.clairval.com

Początek strony
JSN Boot template designed by JoomlaShine.com